Pod słońcem Piemontu


Dwie kobiety stały pod drzwiami. Jedna paznokciami zdrapywała coś z powierzchni. Druga szmatką wycierała framugę. Dyskutowały nad małymi, niewidocznymi dla oka turysty, plamkami, które pojawiły się na porowatej powierzchni drewna.
– Czym to zmyć? – pytała jedna.
– Terpentyną. A może proszkiem. A może wodą z octem.
Pomyślałam: ile pokoleń dbało już o te drzwi. Ile imiennych i bezimiennych osób przecierało je szmatkami, odkurzało szczotkami, polerowało i gładziło.
Ile par oczu tęsknie wpatrywało się w nie z nadzieją, że uchylą się na chwilę, a wtedy ukaże się w nich ukochana twarz.
Zaledwie kilka dni temu pisałam o wspomnieniach Toskanii. Już dziś mam nowe, bo przed chwilą wróciłam z Piemontu – krainy trufli, wina, orzechów i Nutelli.
Ci, którzy znają mnie już trochę wiedzą, że z takich wyjazdów przywożę zwykle walizkę jedzenia, książek kucharskich i kulinarnych inspiracji*. Nie inaczej jest i tym razem.
Już wkrótce napiszę o tym, co jadłam, gdzie byłam i jakie wino piłam. Zapraszam 🙂



*O, zapomniałabym o kapeluszu. To jedyna namacalna pamiątka z wizyty w kraju mody 😉

6 komentarzy
Poprzedni
rp_orzechowe_MG_9945.jpg
Następny
rp_MG_0214.jpg