Semifreddo. Biała Czekolada. Truskawki (i ocet).


– Panie, czemu te truskawki dziś takie drogie?
– Folia się kończy, a jeszcze grunt nie zaczął.

Brnę przez błoto, bez parasola, z pustą jeszcze torbą i nadzieją na wiejskie zakupy. Sobotni targ, chłopi czy też niby-chłopi bezpośrednio z samochodów sprzedają warzywa i kwiaty. Na niektórych straganach jajka „3”, które udają wiejskie, plątanina szmat i szmatek, a wszystkie po pięć złotych.
Rozpoczął się właśnie sezon, kiedy to mam swoje rytuały, z których nie rezygnuję nawet podczas największej ulewy.
Kiedy wszyscy pytają: Dlaczego znów pada i kiedy przestanie? Ja odpowiadam: To świetnie, że pada. Kilka dni temu dosiałam trawę, która prosi o wodę. Jeszcze i jeszcze.
Niech pada. Świat będzie bardziej zielony i ptaki będą głośniej śpiewać o poranku. Żaby mnożyć się na potęgę, a przy okazji komary.
Kiedy byłam mała, lubiłam zmoknąć do suchej nitki, biegać po kałużach i błocie. Moje stopy pamiętają dotyk ciepłego chodnika, na który właśnie zaczyna padać deszcz. Po deszczu godzinami siedziałam na schodach patrząc jak woda spływa do studzienek kanalizacyjnych niosąc ze sobą brud upalnych dni.
Przemoczona wracałam do domu, Mama wycierała mnie do sucha, przebierała, owijała w koc i sadzała z talerzykiem, na którym było coś pysznego. Makaron z musem truskawkowym albo naleśniki z duszonymi jabłkami i śmietaną. Albo zwykłe-niezwykłe zapiekanki z żółtym serem i tartymi na tarce pieczarkami, których mogłam zjeść z tuzin.
Wspomnienia wczesnego lata są bardzo żywe i zawsze wiążą się z truskawkami i ulewą.
Kiedy zmoknę do suchej nitki i wrócę do domu z zakupami, ugotuję sobie kakao, pokroję grube kromki chałki, którą posmaruję masłem i dżemem. Owinę się w koc i będę patrzeć przez okno.
Gdy „kończy się folia, a zaczyna grunt”, to znak, że truskawki lada dzień będą smakować truskawkami i przyjdzie praaaawdziwe lato.
Na pożegnanie folii, pierwszy truskawkowo-wakacyjny deser – semifreddo z owocami macerowanymi w occie balsamicznym.
Kiedy po raz pierwszy spróbowałam połączenia truskawek z dojrzałym i słodkim octem balsamicznym, poczułam, że to małżeństwo doskonałe – choć on stary, a one młode, rozumieją się idealnie i współgrają ze sobą jakby byli na siebie skazani. Nie wiem, kto wymyślił to połączenie. Ja kupiłam je od razu.

Semifreddo z truskawkami w occie balsamicznym, pistacjami i białą czekoladą

300 g truskawek
2 łyżki dobrego, dojrzałego octu balsamicznego (młody ocet jest kwaśny, dojrzały – gęsty i słodki)
100 g cukru pudru (opcjonalnie, w zależności od tego, jak słodkie są truskawki i ocet)
500 ml śmietany 36% (używam UHT)
2 łyżeczki cukru z prawdziwą wanilią lub ekstraktu z wanilii
opcjonalnie: cukier do smaku
2 łyżki niesolonych, drobno posiekanych pistacji
50 g białej czekolady, drobno posiekanej

Truskawki umyć, obrać, pokroić na kawałki, włożyć do szklanego płaskiego naczynia, zalać octem balsamicznym i (opcjonalnie) zasypać cukrem. Odstawić na godzinę.
Śmietanę ubić na sztywno stopniowo dodając cukier i wanilię. Na końcu wmieszać czekoladę, pistacje i odsączone na sicie truskawki. Delikatnie wymieszać.
Formę keksową o długości ok. 30 cm wyłożyć folią spożywczą tak, by jej brzegi wystawały poza formę, wypełnić masą, wierzch można obsypać dodatkową porcją pistacji (ja swoje posypałam też pokruszonym ciasteczkiem amaretti) i wstawić do zamrażarki na kilka godzin, aż będzie na wpół zmrożone. Można też na całą noc, wówczas deser będzie można kroić na plastry.
Podawać ze świeżymi truskawkami, lekko skropione octem z sokiem truskawkowym, który został z macerowania owoców.

Smacznego!

Jeśli lubisz Semifreddo, polecam również Semifreddo z bezami i malinami.

22 komentarze
Poprzedni
rp_IMG_6118.jpg
Następny
rp_MG_6682.gif