Klapsa czy Konferencja?

Mało piszę o polskich książkach kulinarnych. Bo mało jest takich, które szczególnie przypadają mi do gustu.
Dlatego z wielką radością witam te, które są oryginalne, inne, innowacyjne. Te, które są po prostu „jakieś”.
„Wyłącz telewizor – włącz piekarnik! Upiecz pierwsze ciasto w życiu i zaskocz swoją drugą połowę! Zostań stałym klientem najbliższego warzywniaka! Zroluj sushi z przyjaciółmi i turlaj się ze śmiechu! Sprawdź, czy trawa cytrynowa jest cytrynowa! I czy tofu jest naprawdę fu? Czy trzeba mieć kokosy, żeby kupić mleko kokosowe?
Sprawdź, jak jeść i nie zostać zjedzonym!”*

No więc sprawdziłam!
Zacznę od tego, że bardzo podoba mi się szata graficzna tej książki. Są dwie wersje okładek – dla niej i dla niego. Jestem chyba nietypową „nią”, bo wybieram szary zamiast niebieskiego 😉
Moje pierwsze skojarzenie, kiedy wzięłam ją do ręki, to książeczki dla dzieci z lat osiemdziesiątych. Dla mnie to miłe skojarzenie, bo do dziecięcej literatury z tamtego okresu mam spory sentyment.
Książka jest wydrukowana na matowym (hura!) papierze, z wieloma obrazkami zamiast zdjęć, które są w mniejszości.
Przepisy podzielono na kilkanaście kategorii (Między innymi: Parapetówka, Rodzice na obiedzie, La dolce vita, Makarony, Zupy, Zdrowa żywność, Jako tako po japońsku, Wspólne śniadania, Majówka oraz: Olej to!)
Czcionka i układ przepisów jest bardzo przejrzysty – spokojnie można czytać składniki podczas pichcenia czy zaznaczyć sobie ulubione receptury wstążeczkami-zakładkami (których, nawiasem mówiąc, nigdy nie mam dość.)

Książkę napisały cztery przyjaciółki. Każda inna, każda z charakterem. I takie są testy wprowadzające przed każdym rozdziałem, które są jak kartki z ich pamiętników:
„Pod koniec kwietnia nad miastem zaczyna unosić się delikatna mgiełka wspólnego snu jej mieszkańców, a z dnia na dzień coraz wyraźniej materializują się magiczne słowa elektryzujące wszystkich mieszczuchów: „Długi weekend”. Mój sąsiad już wymył samochód, pani Ania z pierwszego piętra wykupiła wszystkie nasiona rzodkiewki z osiedlowego sklepiku, Jola ostrzygła już swojego sznaucera olbrzyma. Mam nieodparte wrażenie, że cała Polska odlicza już dni do rozpoczęcia wielkiego pikniku: 3, 2, 1, 0 start!”*

Bardzo lubimy takie obserwacje dnia codziennego, napisane dowcipnym językiem. I lubimy przepisy – łatwe, proste, ale z pomysłem. I bez czerwonego mięsa. Zamiast mięsa są ryby. I tofu. I duża różnorodność.

W ciągu kilku dni wypróbowałam cztery przepisy – na ciasto bananowe (radzę dać trochę więcej mąki), zupę soczewicową, tartę ze śliwkami oraz… tartę z gruszką i serem pleśniowym, która wyszła koncertowo.
Jedyne zastrzeżenie, jakie mam, to brak precyzji w niektórych przepisach – jaka forma, temperatura piekarnika czy czas pieczenia. Ktoś, kto ma jakiekolwiek doświadczenie w kuchni, na pewno sobie z tym poradzi, choć osobiście wolałabym mieć bardziej precyzyjne wytyczne.
Szkoda, że ta książka nie jest dostępna we wszystkich sklepach. Zapewne nakład jest niewielki, więc spieszcie się ją kupić. Jutro może być za późno, a warto!


Tarta z gruszką i serem pleśniowym
The tart with pear and blue cheese

Ciasto kruche:
2 szklanki mąki
3/4 kostki masła
1 jajko
sól
kilka łyżek zimnej wody

Składniki ciasta połączyć aż powstanie gladkie ciasto. Ja użyłam do tego celu blendera.

Nadzienie:
3 gruszki
25 dag sera pleśniowego (może być rokpol)
duża garść wyłuskanych orzechów włoskich
250 ml śmietany 12 %
1 jajko
łyżka mąki
sól
pieprz
gałka muszkatołowa

Ciastem wyłożyć formę do tarty i podpiec je. (ja piekłam w temp. 180 st C przez 15 minut).
Gruszki obrać i pokroić, ułożyć je na podpieczonym spodzie. Posypać pokruszonym serem. Śmietanę wymieszać z mąką, jajkiem, doprawić solą, pieprzem i gałką i wylać na gruszki.
Wszystko posypać pokruszonymi orzechami.
Wstawić do nagrzanego piekarnika (ja piekłam w 180 st C.przyp. L) i piec 20-25 minut.

Smacznego!
*Cytaty pochodzą z:
Klapsa czy konferencja? Czyli o tym jak jeść i nie zostać zjedzonym
Joanna Jakubowicz, Magdalena Ponagajbo, Joanna Dziurewicz, Paulina Sieniarska
wydawnictwo: Bonobo, 2008
Książka kosztuje 48 PLN
Znalazłam jednak ją dużo taniej w sklepie Mareno

19 komentarzy
Poprzedni
Następny