Keks biszkoptowy

Ostatni weekend spędziłam z przyjaciółką w Paryżu. Zanim opowiem o tonach czekolady, paryskim deszczu i miejscach, które odwiedziłam, muszę się z Wami czymś podzielić.

Często wspominam o tym, że moja miłość do przepisów i pieczenia zrodziła się dawno temu, kiedy byłam jeszcze dzieckiem. Właściwie zaczęło się od tego, że zawsze starannie pisałam i uwielbiałam wszystko przepisywać. Moja Mama, Babcia, znajome i sąsiadki często wręczały mi nowe zeszyty, pachnące sklepem i farbą drukarską, którą nadrukowano napis „Brulion 60 k” i prosiły o to, by wpisać do nich receptury rozsypane na kartkach, karteluszkach, skrawkach papieru, jakichś serwetkach. Poplamione ciastem, zatłuszczone. Napisane piórem i ołówkiem. Czasem, bardzo rzadko, na maszynie.
Uwielbiałam to robić!

A kiedy miałam jakieś 10 lat, postanowiłam założyć swój własny zeszyt. Wpisywałam do niego przepisy z wydartych kartek z kalendarza, z Przyjaciółki, starych gazet znalezionych na Babcinym strychu, ale przede wszystkim gromadziłam receptury sąsiadek i ciotek, mam i babć moich koleżanek, a często zupełnie przypadkowych kobiet, które mnie czymś smacznym poczęstowały. Kiedy szłam do kogoś z wizytą, a ten ktoś właśnie stawiał na stole świeżo upieczone ciasto, które mi smakowało – prosiłam o przepis. I tak z dnia na dzień, z jednych wakacji na drugie, rok po roku, uzbierałam całkiem sporą książkę tego, co lubiłam jako dziecko.

Dziś znalazłam ten zeszyt. Ozdobiony rysunkami fal Dunaju (sic!), z przepisami na maseczki na piękną cerę i przynajmniej kilkoma murzynkami, bo murzynek to było jedno z moich najulubieńszych ciast. Przy okazji uświadomiłam sobie, że kiedy nie umiałam jeszcze sama piec, ciastem, które jadłam o każdej porze dnia i nocy był biszkopt. Najchętniej najprostszy, pachnący żółtkami, jeszcze ciepły, posmarowany grubo dżemem.
Między przepisami w starym zeszycie znalazł się i taki: Biszkoptowy keks Pani Czesi. Pani Czesia była babunią mojej wakacyjnej przyjaciółki i w repertuarze miała zaledwie kilka ciast. Ale każde z nich było cudowne w swej prostocie. I to właśnie jeden z takich wypieków.

Do jego przygotowania użyłam bakalii z naszych polskich owoców: jabłek, gruszek, moreli, śliwek, które kroję niezbyt drobno, ponieważ w keksie uwielbiam duże kawałki owoców. Bardzo ważne jest to, by bakalie były naprawdę świeże. Teraz, kiedy święta zbliżają się wielkimi krokami, kupienie dobrej jakości suszonych owoców jest łatwe. W tym cieście jest tak niewiele składników, że warto postarać się o to, by wszystkie były pierwszej jakości.

Świąteczny keks biszkoptowy

5 jajek
250 g* mąki
250 g cukru
1 cukier waniliowy
1 łyżka oleju
1 łyżka octu
400 -500 g bakalii do keksu (użyłam m.in. suszonych jabłek, moreli, śliwek, gruszek)

Jajka oddzielić od białek. Z białek ubić sztywną pianę. Żółtka utrzeć z cukrem na kogel mogel i powoli wlać ocet i olej.
Bakalie wymieszać z mąką.
Piekarnik nagrzać do temp. 170 st C. Keksówkę (o długości 30 cm) wysmarować masłem i wysypać mąką.
Do kogla mogla dodać bakalie z mąką, wymieszać łyżką i teraz wlać pianę z białek. Delikatnie zamieszać. Przelać do keksówki. Wstawić do gorącego piekarnika i piec 50-60 minut. Patyczkiem sprawdzić, czy ciasto jest upieczone.

Ostudzić w formie i dopiero wówczas kroić na plastry.

Smacznego!

*przepis był podany w szklankach, ale ja, dla ułatwienia, przeliczyłam go na gramy

16 komentarzy
Poprzedni
Następny