Tort orzechowy z czekoladą



Niczego nigdy nie zbierałam. Rzeczy przychodzą i odchodzą. Gubią się, by się po jakimś czasie odnaleźć. Albo znikają w czeluściach szaf, śmietników, zapomniane i niepotrzebne. Niektórym z nich pisane jest długie życie. Przechodzenie z rąk do rąk, poznawanie nowych domów. Niektóre z tych domów lśnią czystością, na drewnianej podłodze próżno wypatrywać okruszków, które spadły ze stołu podczas śniadania. W tych domach stoi stół kuchenny pod oknem w drewnianej ramie, z której odpryskuje farba. Między dwoma szybami Baba ułożyła paski waty, by przez okno nie wlatywał zimą mróz. Watę udekorowała gałązkami jemioły, którą powtykała tu i tam. Siedzi przy stole i wygląda przez okno, za którym śnieg, w oddali las i ośnieżona buda ulubionego pieska. Buda, którą jesienią Dziad ocieplił pachnącym sianem.

Baba wkłada okulary w rogowej oprawie, z kosmetyczki (tej, którą latem przywiozła jej córka winszując którychśtam urodzin) wyciąga długopis marki Pelikan, ślini opuszek palca i zabiera się do czytania książki.
Książka pamięta początek wojny i lata kryzysów. Pamięta czas, kiedy Baba z Dziadem byli biedni jak myszy kościelne i na obiad dzielili się z dziećmi jedynym kotletem. Pamięta, jak potem im się troszkę polepszyło, na tyle, że Baba kupiła kilka młodych kurek i zaczęła handlować jajkami, zawsze zostawiając kilka dla siebie w lodówce.
„Jak oddam wszystkie jajka i zostawię pustą lodówkę, kurki się pogniewają i przestaną się nieść” – mówiła.

Więc w niedziele, po porannej mszy, kiedy za oknem była zima i niewiele do roboty, Baba parzyła dla siebie i męża herbatę ekspresową, siadała przy stole, (Dziad po drugiej stronie stołu strugał coś z drewna, pewnie na Gwiazdkę dla wnuczki) i oddawała się swojej ulubionej czynności, jaką było poszukiwanie najdoskonalszych przepisów.
Wtedy, kiedy półki miejscowego GS-u świeciły pustkami i o migdałach czy innych drogich ingrediencjach można było tylko pomarzyć, Baba wyobrażała sobie, jak smakują potrawy pokazane na kartach książki.
A potem powoli zaczęła robić dania, które mogła. Akurat rzucili coś w sklepie albo przyszły nowe i lepsze czasy, bogate czasy, w których wszystko było do dostania.

Zagniatała ciasta, smażyła faworki, kisiła barszcz na Wigilię, dusiła mięso w obtłuczonym garnku, robiła lukry do tortu.
Na stare lata mogła zrobić wszystko, o czym marzyła przez te wszystkie lata. Więc kiedy zdrowie dopisywało, przy pomocy Dziada smażyli górę pączków według książkowego przepisu albo robili marynaty na zimę.

Dziś ta książka leży na mojej półce. Na brzegach kart znajduję zapiski ołówkiem. Drobne uwagi, pochwały. Kiedy po nią sięgam, myślę o tych wszystkich dniach, które dawno minęły, a które są częścią pewnej historii. Dniach, w których pachniało ciastem i tych, w których w biednym domu stał na stole jedynie bochenek chleba. Wypieczony i wymodlony.

To jak posiadanie w domu jakiegoś dziedzictwa, lustra dawnych czasów.
Nie mogłabym nie korzystać z tej książki.

Tort orzechowy z kremem czekoladowym
Walnut torte with the chocolate cream
Przepis z 1935 roku, z książki Nowoczesna Kuchnia Domowa A. Piętkowa

25 dkg włoskich orzechów łuskanych, startych na proszek
25 dkg cukru
1 proszek wanilji
10 żółtek, 7 białek
kilka orzechów do ubrania
5 dkg mąki kartofl. lub 2 łyżki bułki tar.

Masa czekoladowa:

25 dkg czekolady
25 dkg masła
4 żółtka
12 dkg cukru pudru

Lukier czekoladowy

2 tabliczki czekolady, 3-4 łyżki śmietanki

Żółtka utrzeć z cukrem, dodać zmielonych orzechów trzy części (czwartą część zostawić do masy), wanilję i mąkę. Na końcu lekko wmieszać pianę i upiec z tego ciasta dwa placki w dwóch jednakich tortownicach, w miernym piecu uważnie, aby sie ładnie zrumieniły. Po upieczeniu, wyłożć placki i, gdy ostygną, posmarować je masą czekoladową. Po wierzchu oblać lukrem czekoladowym i ubrać połówkami orzechów smażonych w gęstym syropie.

Masa czekoladowa:
czekoladę stopić. Masło zostawić w temp. pokojowej żeby zmiękło.
Żółtka z cukrem ubijać na parze 15-20 minut. Kiedy masa będzie biała, dołożyć czekolady i masła i zmiksować na gładką masę.
Tym przekładać zimne placki.

Lukier:

Czekoladę roztopić, rozprowadzić śmietanką i póki jest ciepła oblać tort (zimny!)

Moje uwagi:

– Proponuję piec placki w tortownicy o średnicy 26-30 cm
– Piekłam w piekarniku nagrzanym do temperatury 175 st C przez 45 minut
– Można upiec jeden placek i bardzo ostrym nożem przeciąć go na 2 lub 3 części
– Pozostałą część tartych orzechów użyłam do posypania warstwy kremu
– W przepisie na masę, surowe żółtka ucierało się bez ubijania ich na parze. Ja jednak najpierw sparzyłam jajka, następnie ubiłam żółtka na parze
– Syrop cukrowy (do orzechów) zrobiłam mieszając 1 część wody i 1 część cukru. Podgrzałam do czasu aż zrobił się gęsty syrop i wtedy dodałam orzechy, którymi następnie udekorowałam tort
– Zanim zaczniemy przekładać tort kremem, musimy dokłądnie ostudzić ciasto, w przeciwnym razie ciasto wchłonie cały krem
– Do kremu dodaję zwykle 2-3 łyżki alkoholu (spirytus, rum)
– Ten tort zawsze wychodzi. Robiłam go wiele razy, a jego smak jest ponadczasowy 🙂

Polecam gorąco!

 

2 komentarze
Poprzedni
rp_sezamowo-imbirowe1.jpg
Następny
rp_sernik-copy.jpg