Panna cotta


W podróż Cię zabiorę dookoła świata. Będziesz biegać, śliwki zrywać, bawić się i latać. Samolotem.
Nastrój jak pogoda, zmienna czasem, nieokreślona i zawiła jak ścieżka, co prowadzi przez jesień do Bożego Narodzenia. Wypatruję go i szukam w krzakach ostrokrzewu. Bo ostrokrzewu nigdy nie mam dość i gdybym mogła, posadziłabym setki lub tysiące. Nie ma gdzie, tymczasem.

Białe desery są jak zima.
Dzisiejszy nazywa się panna cotta i jest ze strony Asi, Kwestia Smaku.
Ma sprężystą konsystencję i idealnie współgra z lekko kwaśnym sosem owocowym. Malinowym, z czerwonego wina albo z owoców passiflory. Wiem, że nie ma passiflory w sklepie niedaleko (u mnie też). No więc może panna cotta z odrobiną owoców, orzechów lub sosu karmelowego.
Jak kto lubi.
Kiedyś prezentowałam już Szafranową panna cottę, która miała bardziej płynną konsystencję.

Panna cotta

4 porcje:

• 250 ml śmietanki kremówki
• 250 ml pełnego mleka
• 100 g cukru pudru
• 4 łyżeczki żelatyny
• 1 łyżka rumu (dowolnie)
• 1 łyżka słodkiego białego wina (dowolnie)
• 1 laska wanilii (lub cukier waniliowy)

Żelatynę zalewam zimną wodą, moczę 10 minut. Podgrzewam mleko, odstawiam z ognia, rozpuszczam w nim żelatynę. W drugim naczyniu mocno podgrzewam śmietankę z cukrem pudrem i przekrojoną wzdłuż wanilią. Wyjmuję wanilię i śmietankę wlewam do mleka z żelatyną. Dodaję rum, wino i przelewam do 4 foremek. Odstawiam do ostygnięcia a następnie wkładam do lodówki na conajmniej 4 godziny.

Przed podaniem foremki można wstawić na sekundę do gorącej wody, co ułatwi wyłożenie deseru na talerzyk.
Deser podaje się najczęściej z pokrojonymi truskawkami i sosem truskawkowym.

Uwaga Liski: Proponuję panna cottę przygotować w silikonowych foremkach – łatwiej ją wtedy wyjąć.
Prezentowana przeze mnie na zdjęciu jest z formy ceramicznej.

16 komentarzy
Poprzedni
Następny