Szafranowa panna cotta z pistacjami


Kiedy kilka dni temu moja płyta elektryczna odmówiła posłuszeństwa i wiedziałam, że oto nastąpił koniec jej żywota, pomyślałam: Uff, dobrze że to nie piekarnik. Gdyby wysiadł mi piekarnik, z całą pewnością rozpaliłabym ognisko, byle tylko móc piec.
Z okazji debiutu nowej płyty i wspomnienia panna cotty prezentowanej przez Asię na Kwestii Smaku, postanowiłam zrobić swoją własną. To mój pierwszy raz. Dla tych, którzy nie chcą, nie mogą lub nie lubią korzystać z piekarnika.
Ten deser zawsze kojarzy mi się z kolacjami we Włoszech, po których je się zwykle tego typu smakołyki. Ma kremową konsystencję, a jej smak wzbogaciłam szafranem i kardamonem. To już niezupełnie włoskie akcenty, ale – co tam!

Panna cottę robi się rzeczywiście łatwo i szybko, jednak należy przygotować ją z wyprzedzeniem, ponieważ potrzebuje czasu do tego, by stężeć.
Prezentowana przeze mnie panna cotta ma konsystencję jogurtu. Dla tych, którzy wolą gęstszą, proponuję zwiększyć ilość żelatyny.

Szafranowa panna cotta
/przepis zaadoptowany z Alice Medrich/

500 ml śmietany (użyłam 36% UHT)
1/2 szklanki mleka
2,5 łyżeczki żelatyny
1/3 szklanki cukru

1/4 łyżeczki szafranu
6 ‚łupinek’ z ziarnami zielonego kardamonu (zupełnie nie wiem, jak nazwać je po polsku…)
niesolone pistacje, drobno posiekane, do posypania

Śmietanę i cukier podgrzać w garnuszku. Dodać szafran i kardamon. Doprowadzić do wrzenia, następnie wyłączyć ogień i odstawić do ostygnięcia (na około 30 minut).

W tym czasie w mleku rozpuścić żelatynę. Zajmie to ok. 10-15 minut.
Mleko wlać do garnka ze śmietaną, dokłanie wymieszać.

Przygotować dużą miskę z kostkami lodu lub lodowatą wodą. Wstawić do niej garnek ze śmietaną po to, by ją szybko schłodzić. Zimną masę przelać do naczynek i wstawić do lodówki na co najmniej 5 godzin (najlepiej na całą noc).

Smacznego!

11 komentarzy
Poprzedni
Następny