Jesienne powidła śliwkowe


Chciałabym tak,
zapomnieć się
na chwilę

usiąść na ławce, wgryźć się w soczyste gruszki, których sok skapywałby na karty książki o przygodach urwisów z doliny Rozłąki. Deszczowi, który tam, w oddali, za górami i lasami, powiedzieć halo. Zanurzyć się w ciepłym swetrze z białego moheru, pachnącym perfumami mamy. Przymierzyć kapelusz starego doktora, który przychodził wypisać receptę na syrop z cebuli.

Ławki noszą ślady inicjałów pierwszych miłości. Wtedy wszystko było na zawsze i od teraz. Było też nigdy i na pewno. Nie wiedziałam, co to jest nie wiem. Wiedziałam wszystko.

Nie ważyłam słów. Umiałam je rzucać na wiatr. Wyjadać powidła prosto z garnka. Słuchać, jak wieje wiatr w nocy pożegnania. Zawsze wiał tak samo groźnie, nieubłagany.

Wtedy, podobnie jak dziś, gotowałam gary śliwkowych powideł.

Moja Mama ma sąsiadkę, obok której drzwi nie da się przejść obojętnie. Zapachy ciast, dżemów i słodkości.
Przepis na najlepsze śliwkowe powidła jakie znam, pochodzi właśnie od Pani Marii. Dziękuję 🙂

Powidła śliwkowe Pani Marii

Śliwki pestkujemy, wrzucamy do garnka z grubym dnem i gotujemy tak długo, aż zostanie nam 1/3 początkowej objętości śliwek. Zajmie to około 2-3 dni. Każdego dnia gotujemy na bardzo małym ogniu, co jakiś czas mieszając, by nie dopuścić do przypalenia. Nie słodzimy!
Przekładamy do słoików i szczelnie zamykamy.

Smacznego!

31 komentarzy
Poprzedni
Następny