Łzy i bułeczki


Dziś trochę nietypowo, bo choć miałam w planach inny wpis, od rana siedzę jak na szpilkach, wpatrując się w telefon, wyglądając przez okno i próbując znaleźć sobie miejsce, bowiem dziś po raz pierwszy moja córka rozpoczęła nowy rok w nowym przedszkolu.
Nasze rozstanie było bardzo smutne dla obu stron. Na powitanie nowych kolegów i koleżanek upiekłyśmy razem kokosowe bułeczki (przepis jest tutaj).
To trudne (choć fascynujące) patrzeć, jak naszym dzieciom rosną skrzydła i jak rozpoczynają nowe życie jako niezależne od nas istoty. Kiedy ich czas wypełniony jest nowymi przyjaciółmi, zadaniami i marzeniami.

Przypominają mi się pierwsze chwile w szkole, kiedy byłam dzieckiem z wielkim granatowym tornistrem, w którym dźwigałam bury bidon z herbatą. Pamiętam smak kanapki z szynką zagryzanej jabłkiem. Paskudne twarde racuchy w szkolnej stołówce, którym nie dawały rady ruszające się mleczaki, ale przede wszystkim twarze nowych przyjaciół. Pierwsze wspólne tajemnice i nauka, która zawsze była dla mnie wspaniałą przygodą. Teraz czas zatoczył krąg. Jest trochę podobnie, a jednak zupełnie inaczej.

13 komentarzy
Poprzedni
Następny