I’m not made in China

Długo się zbierałam do tego, żeby napisać ten post.
Dzisiaj przez przypadek natrafiłam na artykuł na temat kolejnych chińskich produktów wycofywanych z rynku i to był dla mnie znak, żeby podzielić się z Wami moją refleksją.

Otóż od długiego już czasu obserwuję ilość chińszczyzny zalewającą nas na każdym kroku. To już nie ubrania czy gadżety ze Stadionu X-lecia, ale markowe produkty wyprodukowane w Chinach. Z coraz większym przerażeniem obserwuję, że niedługo wszystko będzie made in China – począwszy od ubrań, na jedzeniu kończąc.
Włoskie marki odzieżowe kojarzyły mi się (i zapewne nie tylko mi) ze świetnym krawiectwem i jakością. Tymczasem wiele z nich zaczęło szyć w Chinach – zobaczcie np produkty firm Max & Co. Ostatnio odwiedzając Amsterdam, przyjrzałam się metkom na ubraniach takich firm jak Ralph Lauren, Hugo Boss, Tommy Hilfiger – pech chciał, że wszystko, co oglądałam, było made in China. I nie były to przysłowiowe majtki, a sukienki, płaszcze, garnitury.
Ubranka francuskiej firmy Jacadi – dawniej luksusowej, ale wciąż bardzo drogiej (kocyk 200 Euro) made in China, jak i większość ubranek, które weźmiemy do rąk. Podobnie Mothercare.

Nie krytykuję firm, które od początku nastawiły się na produkcję tam i tego nie ukrywają – taka marka Reserved od zawsze szyje w Chinach, ale protestuję przeciwko ‚światowym’ markom, które często po prostu ukrywają miejsce produkcji (bo jest właśnie chińskie) – spróbujcie spytać w sklepie Burberry, gdzie są uszyte ubrania, na których metkach nie ma kraju pochodzenia.
„Luksusowa” marka Wittchen, gdzie w reklamach opowiada się o luksusie, świetnej skórze i designie – wszystko made in China.

Kiedyś cieszyliśmy się z tego, że mamy w Polsce np. świetne szwaczki i to nam markowe firmy zlecały szycie swoich koszul czy płaszczy.

Świat zalewa chińszczyzna – tony zabawek po 5 zł, o których dowiemy się później (albo i nie), że są pokryte farbą zawierającą rakotwórcze substancje, ubrania, których design – niby na luzie, pognieciony i lekko vintage, według mnie służy tylko temu, żeby do woli móc szyć w Chinach, bo tego typu moda nie wymaga takiej precyzji jak przy szyciu idealnie skrojonej sukienki czy płaszcza. Jedzenie – czosnek z Chin, krewetki z Chin karmione antybiotykami, a ostatnio: sokowirówki Philipsa, cena 699 PLN wyprodukowane w Chinach.

Zwykle nie jestem osobą, która walczy dla idei, ale produktom MADE IN CHINA mówię NIE. Nie myślę tu tylko o spadku jakości markowych produktów, wciąż sprzedawanych jako luksusowe, a szytych tam. Mowię o maksymalizacji zysku, gdzie ludzie pracują za miskę ryżu, szyjąc czy produkując produkty, które jutro będą sprzedawane za ciężkie pieniądze w moim sklepie. Mówię NIE pazerności firm, które chcą zarobić jak najwięcej i ukrywają pzede mną fakt, że moje sukienki są uszyte w Chinach.

Dzisiaj każdy z nas uważa, że jest wolny, ma prawo robić to, co chce. Mamy otwarty rynek, dużo produktów, więcej pieniędzy. Ja czuję się osaczona – dawniej dobre marki były synonimem jakości, poszanowania pracy drugiego człowieka, dziś wszystko jest na pięć minut.

Godząc się na to sprawimy, że jutro wszystkie europejskie (i polskie!) fabryki, zakłady krawieckie, zostaną zamknięte i przeniosą produkcję do Chin, bo tam można do woli maksymalizować zyski, bo jest taniej, nikt nie respektuje podstawowych praw człowieka, jest wyzysk, a kontrola nad wieloma rzeczami jest pozorna – pamiętacie wielką aferę z wycofywaniem milionów zabawek firmy MATTEL, producenta lalek Barbie? Jeśli duże firmy produkujące tam mają takie wpadki, to co mówić o małych dystrybutorach gadżetów, zabawek czy czegokolwiek innego. Nie chcę produktów z Chin. Chcę mieć polskie truskawki, włoskie buty, niemiecką albo polską sokowirówkę. Nie chcę, by przedmioty, których używam, były składane przez więźniów politycznych zmuszanych do katorżniczej pracy czy dzieci, ponieważ cena, jaką trzeba zapłacić za nie, jest niewspółmierna do zapłaty, jaką za nią dostają ludzie.

Tym, którzy są ciekawi, czy mam rację, polecam ‚lekturę’ metek w dowolnym sklepie, najlepiej luksusowym.
Moje obserwacje czynię już od bardzo dawna i wiem, że prawie nikt nie zwraca uwagi na kraj pochodzenia kupowanych przez siebie produktów. O tym się po prostu nie myśli.
Nie da się nie kupować chińskich rzeczy, ponieważ niektóre produkty produkuje się tylko tam, ale da się ograniczyć ich kupowanie.

To, na czym mi zależy to zwrócenie uwagi i zastanowienie się nad tym, czy jest nam naprawdę wszystko jedno?

22 komentarze
Poprzedni
Następny