Holandia. Noordwijk.

Uff, nareszcie mam dostęp do internetu!

Pierwsze dni spędziliśmy w Noordwijk, holenderskim Sopocie 😉 Pogoda jest zmienna – kiedy w Polsce upały, tu pada deszcz i jest burza. Zaskoczyły mnie pustki na plaży. Wygląda na to, że Holendrzy wolą gdzie indziej spędzać wakacje.
Nad Morzem Północnym niebo zachodzi stalowo-różową feerią barw, a dni są bardzo długie, gdyż około 22 jest jeszcze widno i ciepło.
Kuchnia, której dotychczas próbowałam, to głównie owoce morza: maleńkie krewetki, jakich nie widziałam w Polsce, duży wybór ryb: doskonałego łososia, tuńczyka, a przede wszystkim soli. Proste rzeczy smakują tu wybornie, gdyż są świeże i nie przekombinowane.

Do Holandii przyjechaliśmy trochę pod prąd modzie na wakacyjne eskapady do Włoch czy Hiszpanii. Chciałam zobaczyć, jak wygląda holenderskie życie, co jedzą mieszkańcy Holandii, gdzie chodzą, jak wyglądają ich miasta.
Wszechobecne rowery, kwiaty, wśród których o tej porze roku królują hortensje i architektura – niskie domy z wielkimi oknami wychodzącymi wprost na ulicę, często bez zasłon i rolet, a za nimi ludzie prowadzący zwykłe życie, oglądający telewizję, czytający gaztę. Po raz pierwszy doświadczyłam tego kiedyś w Amsterdamie i nie mogłam nadziwić się temu, że można normalnie żyć ze świadomością, że inni w każdej chwili mogą zajrzeć nam przez okno.

Pierwsze leniwe dni w Noordwijk, kiedy głównie spacerowałam po miasteczku i plaży, były tylko wstępem do kulinarnych i okołokulinarnych poszukiwań, ale o tym jutro…

* * *

Miejscowe domy mają niewielką powierzchnię, ale wszystkie bez wyjątku otoczone są maleńkimi i bardzo zadbanymi ogródkami:


Sałatka i deser w restauracji Blush:


4 komentarze
Poprzedni
Następny