Z kuchennej szafki: herbata

Nie pisałam zbyt wiele o herbacie, jaką piję na codzień. Opowiadałam kiedyś o fabryce herbaty i plantacjach na Sri Lance oraz o indyjskim masala czaju.

Moja przygoda z piciem dobrej herbaty zaczęła się jakieś dziesięć lat temu, kiedy wkroczyłam w dorosłe życie. Pierwszym z gatunków, jakie odkryłam, był Darjeeling First Flush – indyjska herbata z pierwszego wiosennego zbioru. Oznacza to, że jest delikatna a jej napar jest jasny. Najlepiej pić ją bez żadnych dodatków. Darjeeling jest w moim domu klasykiem, czymś, co mamy zawsze w kuchennej szafce.

Przyznaję, że herbat mam w domu bez liku. Kiedyś miałam fascynację aromatyzowanymi herbatami, przede wszystkim kupowanymi w Demmer’s Teahouse. Spróbowałam tam chyba wszystkiego, od czerwonego Rooibosu (nie do końca będącego herbatą), poprzez owocowe, zielone i czarne. Jestem wierna ich czarnej herbacie cynamonowej – moim zdaniem trudno kupić gdzieś lepszą. Piję ją zawsze z cukrem, tak, jak robią to w Himalajach:)
Podobno cynamon zawiera substancje poprawiające humor. I chyba coś w tym jest, bo zawsze kiedy jestem smutna (i wesoła też!), sięgam właśnie po ten rodzaj herbaty.

Bardzo lubię wędzony Earl Grey. Po raz pierwszy kupiłam go w Londynie, w sklepie Fortnum and Mason. Herbaty tej firmy są niezwykłe – bardzo swieże, wspaniale aromatyzowane. Nie lubię herbat, w ktorych syntetyczny aromat niczego nie podkreśla, a zasłania smak. Z tymi jest zupełnie inaczej.
Podobno Indie są najlepszym producentem herbat czarnych, a Anglicy najlepiej na świecie potrafią te herbaty aromatyzować.

Odkryciem tego roku jest dla mnie granulowana herbata japońska, która jest łatwa w przygotowaniu, a jej smak jest delikatny, łagodny i niecierpki. Nauczyłam się pić zielone herbaty dużo później niż czarne. Warunkiem ich smaku i aromatu jest przede wszystkim czas parzenia – zawsze parzę z instrukcją dla danej herbaty. Zielone parzy się zwykle 2-4 minuty. Długo parzona herbata staje się gorzka i niedobra.

Mam szafki pełne herbat przywożonych z podróży. Głównie z Indii i ze Sri Lanki. Chciałabym kiedyś pojechać do Chin, by zobaczyć, jak uprawia się Golden Yunnan. Prowincja Yunnan produkuje herbatę od ponad 1700 lat i uważa się ją za ojczyznę rośliny herbacianej. Liście tej herbaty i jej złociste pączki dają napar o orzeźwiającym, ostrawym smaku i mocnym aromacie. Ta herbata jest idealna do cytryny i cukru, najlepiej trzcinowego.

Niedługo napiszę o jednym z najpiękniejszych sklepów z herbatą i jego historii, a także pokażę czajniki i czarki do parzenia różnych rodzajów herbat.

Moje ulubione:

Demmer’s Teahouse:
-Czarna herbata cynamonowa,
-Zielona Genmaicha (z prażonym ryżem),
-Czarna herbata śmietankowo-truskawkowa,
-Zielona aromatyzowana Tropic Island
-Golden Yunnan (świetna z cytryną i cukrem)

Fortnum and Mason:
– Smokey Earl Grey

Innych firm: Darjeeling first Flush oraz zielone herbaty – przede wszystkim Sencha.

15 komentarzy
Poprzedni
Następny