Pocztówka z Podlasia

Życie zatacza krąg. Świat idzie dalej, a my wraz z nim. Przed nami nowe dni i nowe wyzwania. Cieszmy się chwilą. Tak szybko mija.

Na podwórku bawiła się rodzina nowonarodzonych kotków, szczęśliwych przebywaniem ze swoją mamą. Na krzaczkach dojrzewały truskawki, a ja poszłam śladem miejsc, które pamiętałam z dawnych czasów. Wiele się zmieniło, ale obiecałam sobie, że wrócę tam pewnego dnia, by pokazać Wam zakątki Podlasia, które wciąż są takie same.

Jedno ciągle mi smakuje – chleb, którego kupiłam wielki, dwukilogramowy bochen. Kosztował 5 zł, a smakował tak, jak kiedyś. Brakowało tylko liści tataraku albo kapusty, na których dawniej pieczono. To chleb z formy, na zakwasie, lekko kwaśny, z posmakiem słodu. O regularnych dziurkach, niezbyt wysoki. Podobno pieczony bez żadnych polepszaczy.
Jeśli będziecie w okolicach Białegostoku, naprawdę warto zapytać o ten chleb. Piszę o tym nie tylko ze względów sentymentalnych 🙂 Ja nazywam go chlebem podlaskim, miejscowi staropolskim. Trzeba dodać, że w 2005 roku chleb ten został wpisany na Listę Produktów Tradycyjnych. Miejmy nadzieję, że zawsze pozostanie taki sam.

Chleb podlaski:

A w Pracowni Wypieków prezentuję dziś przepis na inny chleb. Również na zakwasie, ale o delikatnieszym charakterze, bo pszenny. Bardzo, bardzo (naprawdę bardzo) łatwy. Polecam 🙂

10 komentarzy
Poprzedni
Następny