Ciepłe czekoladowe mufinki

Zacznę od tego, że nie lubię rzeczy czekoladopodobnych i -podobnych. Kiedy kupuję mufina czekoladowego, a okazuje się, że nie ma w sobie kawałka czekolady, a zamiast tego trochę kakao, czuję się oszukana. Wychodzę z założenia, że jak szaleć, to na maksa. Jeśli tort – niech ma milion kalorii. Jeśli coś z czekoladą, niech będzie naprawdę z czekoladą. Najlepiej ciemną i prawdziwą.
I tak jak potrzeba czasu, by nauczyć się pić wino wytrawne czy jeść oliwki, tak ja potrzebowałam czasu na to, by zacząć jeść z przyjemnością gorzką czekoladę.

Już jakiś czas temu przeczytałam książkę „Francuzki nie tyją”*. Nie chodziło o to, że zamierzałam schudnąć i szukałam diety-cud. Byłam ciekawa, co na temat jedzenia ma do powiedzenia rodowita Francuzka, która lata całe spędziła w Stanach. Historia zaczyna się od tego, jak w młodości wyjeżdża do Ameryki i wraca do domu kompletnie odmieniona, bo bardzo gruba.
Opowiada o wielkich porcjach jedzenia, jakie jadła i jak stopniowo się do nich przyzwyczajała. O słodyczach, które jej smakowały. Później dowiadujemy się o tym, jak po powrocie do Francji wraca ona do swojej wagi i dzięki wsparciu rodziców zaczyna jeść świadomie. Książkę czytałam podczas wakacji. Lekka, niezobowiązująca pozycja. Zawiera nawet przepisy kulinarne, ale – o ile mnie pamięć nie myli – z żadnego nie skorzystałam.
Autorka mówiła o tym, dlaczego lepiej zamiast słodkiego, taniego batona, lepiej wybrać kostkę dobrej jakości czekolady. Dziś już wiem, dlaczego.

W moim domu nie ma kuchni bez tabliczek 70% czekolady, którą wykorzystuję przede wszystkim do wypieków. Wiem, że albo się lubi tego typu ciasta albo nie. Ja należę do kategorii ludzi, którzy zawsze wybiorą deser z czekoladą. Bardzo lubię połączenie gorzkiej z mleczną, białej z karmelem, ale uważam, że nie ma nic lepszego niż dobrze skrojony deser na bazie gorzkiej, najlepiej 70% czekolady. Dużą sztuką jest przyprawić tę czekoladę tak, by nie stłumić jej smaku. By wydobyć z niej to, co szlachetne i wartościowe. I choć próbuję zrozumieć ludzi, którzy widząc przepis z wykorzystaniem gorzkiej czekolady, pytają o to, czy można zastąpić ją mleczną, ja zawsze wybiorę wersję bardziej wytrawną.

Dziś upiekłam mufiny, które z suchymi mufinami, jakie widzę oczami wyobraźni, kiedy słyszę tę nazwę, poza kształtem, mają niewiele wspólnego. Są bowiem wilgotne, aromatyczne i bardzo miękkie. Udało mi się wreszcie znaleźć patent na to, jak uzyskać czekoladowe ciasto z płynnymi kawałkami czekolady w środku.
Przed podaniem, nagrzewam piekarnik do 170 st C i wkładam mufiny na 5 minut. Wyjmuję z niego miękkie babeczki, z półpłynną czekoladą w środku. Miłośnik czekolady nie będzie potrzebował dodatkowych rekomendacji ani zachęty:)

Mufiny z czekoladą

250 g mąki
20 g kakao
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia plus 1/4 łyżeczki sody
200 g czekolady 70%, pokrojonej na drobne kawałki
50 g białej czekolady, pokrojonej na małe kawałki
szczypta cynamonu (opcjonalnie)
2 jajka
100 g cukru, najlepiej trzcinowego
250 ml kwaśnej śmietany lub zsiadłego mleka albo jogurtu
90 g masła, roztopionego

Piekarnik nagrzać do temp. 200 st C.
12-dołkową formę na mufinki wyłożyć papilotkami (lub wysmarować masłem).

Mąkę wymieszać z kakao i proszkiem do pieczenia oraz sodą. Dodać obie czekolady i cynamon.

W drugiej misce ubić jajka z cukrem, miksując dodać śmietanę i ostudzone masło. Połączyć masę z suchymi składnikami. Przelać do foremek.
Piec 20 minut. Po upieczeniu zostawic mufinki w foremkach na kolejne 20-30 minut. Podawać lekko ciepłe.
Smacznego!

* „Francuzki nie tyją”
Mireille Guiliano
wyd. Albatros
cena: ok. 25 zł

29 komentarzy
Poprzedni
Następny