Barcelona, część 1. Cukiernie.

Z racji swojego nadmorskiego położenia, sprawia wrażenie miejscowości wakacyjnej. I choć pogoda nie bardzo nam dopisała, bo podczas kiedy w Warszawie były trzydziestostopniowe upały, tam lał deszcz, to i tak spędziłam tam miłe chwile.
Wprawdzie nie dotarłam do El Boulli, restauracji od kilku lat uznawanej za pierwszą z pięćdziesiątki najlepszych na świecie, gdzie menu składa się – bagatela – z trzydziestu dań, to przynajmniej dotknęłam barcelońskiego klimatu.

Polecono nam uliczkę Libreteria, w gotyckiej części miasta, niedaleko katedry. Na niej znajduje się wiele malutkich piekarenek sprzedających bułki, chleby, słodycze. W większości wyglądają jak domowe.
Na innej ulicy znaleźliśmy cukierenkę, która przypomniała mi o istnieniu Pierre’a Herme, paryskiego cukiernika, o którym pisałam tutaj. W Bubo, bo o niej mowa, znaleźć można ciastka, które nazywam cukierniczą biżuterią – dopracowane, dopieszczone, niebanalne połączenia smaków, a wszystko w małych porcjach. Smaku nie można porównać z Herme, w końcu on jest mistrzem, ale warto spróbować ich produktów. Są inne niż wszystkie. Carles Mampel, ich twórca, jest cenionym w Hiszpanii cukiernikiem i zdobywcą wielu nagród w konkursach na najlepsze ciastko 🙂
Sprzedają też macarons, ale… nie dajcie sie zwieść ich ładnemu wyglądowi. To jednak nie jest to.
Warto spróbować czekoladowych ciast i tych ze świeżymi poziomkami.

A miłośnikom tradycyjnych katalońskich ciastek, zapraszam na spacer po Libreterii, gdzie polecam szczególnie miejsca z tradycjami: La Colmena i Santa Clara.

La Colmena:

Santa Clara:

W Bubo:

Adresy:
Bubo
Captutxes 10

La Colmena
Santa Clara
ul: Libreteria

5 komentarzy
Poprzedni
Następny