Gordon Ramsay: Łatwe Gotowanie

Na „Łatwe Gotowanie” czekałam z wielką niecierpliwością. Zastanawiałam się, dlaczego tak długo żadne wydawnictwo nie wpadło na to, by wydać książki szefów kuchni uznanych na świecie od co najmniej kilku lat. Dlaczego w Polsce wciąż nie docenia się czytelnika książek kulinarnych. Wydawcy chyba myślą, że tutaj nikt nie porwie się na ugotowanie czegoś więcej niż makaronu.
Dlaczego u nas wystarczy być cudzoziemcem, choć trochę znanym w TV, by natychmiast wydano mu książkę, najczęściej niestety kulinarną – mam tu na myśli np. fatalny zbiór receptur firmowany nazwiskiem Paola Cozzy – nie trawię ani faceta, ani tego, co podpisał, bo wierzyć mi się nie chce, że choć jeden przepis jest naprawdę jego autorstwa. Przepisy kiepskie jak i medialny wizerunek Paola, niestety.
Na swoich półkach mam przynajmniej kilkanaście książek, które moim zdaniem, wydane na rynku polskim, osiągnęłyby wielki sukces. Ale cóż, trzeba czekać i cieszyć się tym, co jest.

Ale dosyć narzekania!

Po tym jak zaczęto wydawać książki Jamiego Oliviera, dostrzegłam światełko w tunelu, a kiedy zobaczyłam polskie wydanie „Jajek” Michela Roux, czułam prawdziwe emocje;)

Żeby być gwiazdą mediów trzeba mieć osobowość i charyzmę. Ktoś nijaki nie osiągnie sukcesu. I tak jak Nigella, którą albo się kocha, albo nienawidzi, tak i Ramsay należy do kategorii osób wyrazistych i jakichś. O ile wysyp książek kucharskich Nigelli i jej przepisy prezentowane dosłownie wszędzie, poważnie mnie znużyły, o tyle pojawienie się Ramsaya uważam za miłą odmianę.

Dla mnie prawdziwą wartość ma książka kogoś, kto, jeśli na codzień profesjonalny i skomplikowany, potrafi nauczyć innych przygotowania prostych i podstawowych dań. Bo – paradoksalnie – najtrudniej nauczyć podstaw, podzielić się tajnikami ugotowania tego, co doskonałe nie na ósmym etapie przygotowania, a na początku. Dlatego zawsze z wielką przyjemnością sięgam po książki znanych szefow kuchni z przepisami na domowe dania lub uznane przez nich za łatwe.

Pierwszą książkę Ramsaya, o deserach, kupiłam po jednym z odcinków jego programu. Uznałam bowiem, że któś, kto wymaga tyle od innych, na pewno wymaga równie wiele od siebie. I nie zawiodłam się. Z niej nauczyłam się między innymi robić najlepsze na świecie naleśniki, które na stałe weszły do mojego repertuaru. I dla mnie to wartość – nie danie okazjonalne, a coś, co uważam po pewnym czasie za swoje.

Przed wydaniem „Łatwego gotowania” bałam się, że Ramsay, wielbiciel mięsa, zaprezentuje przede wszystkim przepisy na steki, kotlety i inne ciężkie potrawy. Ale mile mnie zaskoczył – w książce wiele jest dań warzywnych, deserów, ryb. Nie ucieka również od umieszczania receptur z uwykorzystaniem bardziej wyszukanych składników, jak np. homar. I brawo!

Książka podzielona jest na rozdziały, między innymi: Śniadanie i brunch, Specjalnie dla dzieci, Kolacja dla dwojga, Potrawy spożywane palcami i koktajle, Pyszny Fast Food.
Jego przepisy nie zniechęcają, a zachęcają do gotowania. Napisane i zaprezentowane w przystępny sposób.

„Łatwe gotowanie” ma solidny, dobrze opracowany (merytorycznie i graficznie) indeks, dzięki czemu łatwo się po niej poruszać.
I choć pisana jest dla angielskiego czytelnika, a niektóre rady mogą nam się wydać nieco dziwne a składniki trudnodostępne, mam tu na myśli przede wszystkim ryby i owoce morza: homary – radzi kupować świeże i nie bać się, że zranią nas szczypcami! – przegrzebki czy ptactwo (bażanty), jednak uważam, że nigdy nie jest tak, że wykorzystujemy 100% przepisów z nawet najlepszej książki kucharskiej. Poza tym tutaj mamy dosłownie masę receptur na ogólnie dostępne produkty i przyprawy.
Książka pisana jest nieco w stylu Jamiego Oliviera – zdjęcia w domowej kuchni, wybieranie produktów na targu, dzieci pomagające w przygotowaniu deseru, zatem nie jest to typowy image Gordona Ramsaya. I dobrze, pokazuje tu inną twarz – dla mnie zawsze intrygującą i ciekawą:)

Gordon Ramsay
„Łatwe gotowanie”, wyd. Muza
Cena: ok. 60 PLN

9 komentarzy
Poprzedni
Następny