Berlin


Tym razem wyprawa rodzinna, z dwójką małych dzieci i zamiarem robienia zakupów, tak więc kulinaria nie były priorytetem. Zresztą, po paryskich wojażach, gdzie wydawało się, że na każdym rogu czai się prawdziwy raj dla kogoś, kto kocha jeść, nie miałam zbyt wielkich oczekiwań a przede wszystkim możliwości, by do woli buszować po kafejkach i sklepikach.
Poszłam swoimi utartymi scieżkami, bo w Berlinie zawsze muszę zaliczyć kilka ulubionych punktów.
Berlin jest dobrym miastem na zakupy, z Warszawy jedzie się tylko 6 godzin pociągiem, więc nawet małe dzieci świetnie radzą sobie z podróżą. To również przyjazne miejsce dla maluchów z Zoo w środku miasta, które jest piękne, zielone i dobrze zorganizowane. Niestety dosyć drogie – bilet dla dorosłych kosztuje 12 Euro, dzieci do lat 5 wchodzą za darmo.

Jedzenie…

Miejscem, do którego kieruję pierwsze kroki po przyjeździe do Berlina, są delikatesy na ostatnim piętrze domu towarowego KaDeWe. Kiedy kilka lat temu przyszłam tam po raz pierwszy, nie mogłam nacieszyć się widokiem rozmaitych produktów, dań, przypraw. Jest tam właściwie wszystko, zwykle zaopatruje się tutaj w przyprawy niedostępne w Polsce, np. pieprz seczuański czy naturalne aromaty do ciast. Lubię dział ze słodyczami, szczególnie tymi z czekolady.

Dla dziecka, którym zawsze się staję, kiedy jadę na trzecie piętro, jest dzia�ł z zabawkami – po prostu wyśniony raj. Czego tam nie ma! Lalki, domki dla lalek, klocki, zabawki. Tym, którym się wydaje, że widzieli już wszystko, radzę choćby krótką wizytę na tym piętrze.

Największą frajdę mam jednak zawsze wtedy, kiedy po skończonych zakupach, siadam przy jednym z wielu małych barów sprzedajacych jedzenie. I tak szczególnie upodobałam sobie miejsce, gdzie podają rybną bouillabaisse. To tam zjadłam ją po raz pierwszy i od tamtej pory jej smak zawsze mam w pamięci podręcznej, gotowa przywołać go w każdej chwili. Smak białego wina, szafranu, wywaru z ryb i skorupiaków, doprawiony przyprawami, podany z małymi grzankami i talerzem ugotowanych na parze owoców morza, ryb i homarem. Do tego lampka szampana. To luksus, za który warto zapłacić, ponieważ smak zostaje na długo. Jest po prostu niezapomniany i doskonały.

* * *

Z przyjemnością informuję, iż w najnowszym wydaniu miesięcznika Claudia, w artykule „Dobre, bo polskie”, ukazał się reportaż o trzech osobach, które robią w domu piwo, ser i chleb. Jedną z nich jestem ja 🙂

16 komentarzy
Poprzedni
Następny