Paryż. Dehillerin czyli wszystko dla kucharzy.

Paryż.
Tyle o nim już napisano. Namalowano go z każdej strony i sfotografowano.
Zawsze kojarzył mi się z bohemą i z książkami Henry’ego Millera. Pełen brudnych zakamarków, bogaty w cyganerię, życie artystyczne. To miała być moja pierwsza wizyta.
Wiedziałam, że nie chcę zwiedzać Luwru, ani podziwiać wieży Eiffle’a. Pojechałam tam po to, by odkrywać smaki kuchni uznanej za jedną z najlepszych na świecie. Chciałam pójść śladami znanych cukierników i przez cały czas zadawałam sobie pytanie – dlaczego nigdy nie nauczyłam się francuskiego? Przecież właśnie we Francji jest źródło tego, co kocham – cukiernictwa. Po drodze spotykałam tyle maleńkich cukierenek oferujących prawdziwe dzieła, że stwierdzam z przekonaniem, że Paryż to stolica cukierniczego świata.

Spędziłam tam pełne dwa dni, każdego z nich pokonując dalekie trasy. Miałam szczęście, ponieważ moja przyjaciółka mieszka w Paryżu, na punkcie gotowania jest równie zwariowana jak ja (albo i bardziej ;-), zatem wszystkie trasy pokonywałyśmy bez mapy.

Od kiedy po raz pierwszy o nim przeczytałam, wiedziałam, że po prostu muszę tam pójść. Chodzi o najstarszy w Paryżu sklep z utensyliami kuchennymi, założony w 1820 roku – Dehillerin. Czytałam na jednym z blogów, że obsługa bywa tam niemiła, ponieważ zakłada, że jeśli tam przyszedłeś, to dokładnie wiesz, po co.
Ja nie wiedziałam, po co tam idę. Na pewno po to, by wydać trochę pieniędzy i zobaczyć sklep, w którym jest wszystko.
Sklep wygląda jak speluna – stary i zapyziały. I w tym tkwi jego urok. Wszędzie porozkładane gadżety kuchenne, patelnie, foremki. Trochę jak warsztat z gwoździami i imadłem, tylko, że zamiast gwoździ foremki. To sklep dla profesjonalistów, zatem można kupic też 30 litrowy kocioł, gdyby komuś był potrzebny.
Sklep jest bardzo duży, a w środku dziki tłum ludzi i bynajmniej nie japońskich turystów z aparatami, a przede wszystkim Francuzów.
Ja skupiłam się na akcesoriach do pieczenia – blachy, blaszki, foremki, wykrawaczki. Metalowe, silikonowe, małe i duże. Właściwie wszystko, o czym można zamarzyć. Ponieważ tego typu rzeczy gromadzę już od wielu lat, nie zemdlalam (jak miałam w planach;-) na widok oferowanych produktów. Ceny są różne – od kilku euro za foremkę do kilkuset za profesjonalny japoński nóż do krojenia. Powaliła mnie cena wiklinowego koszyka wyłożonego lnem do wyrastania chleba – 57 Euro. Nic, tylko zacząć w Polsce kupować koszyczki za 6 złotych i wykładać je materiałem (pomysł dla przedsiębiorczych bezrobotnych ;-).

Obsługiwał nas azjatycki sprzedawca, miły, lecz trochę dziwny, skaczący między regałami i próbujący zachwalać różne produkty. Nie kupiłam wiele. Miałam świadomość, że mogę zabrać do samolotu tylko 20 kg bagażu, a moja walizka, choć przyjechała do Paryża prawie pusta, miała się wypełnić aż po brzegi. Zatem z żalem odłożyłam żeliwne patelnie, kupiłam kilka foremek, gadżet do nacinania chleba i wałek, oczywiście (wszędzie, gdzie jadę, kupuję wałki. To chyba jakaś mania).

E. DEHILLERIN — Le spécialiste du matériel de cuisine
18 et 20, rue Coquillière – 51, rue Jean- Jacques Rousseau – 75001 PARIS
Tél. : 01 42 36 53 13 – Fax : 01 42 36 54 80
Email : info@e-dehillerin.fr



9 komentarzy
Poprzedni
Następny