„Nie jestem plastikową torebką”


Dzisiaj, przy okazji tematu poruszonego przez Beę, który dotyczył między innymi produkcji warzyw i owoców przy użyciu niedozwolonych pestycydów, a także żywności niesezonowej, chciałabym podzielić się z Wami inną kwestią: Toreb na zakupy.

Z wielką radością przyjęłam zakaz rozpowszechniania w hipermarketach (niestety, na razie tylko niektórych) jednorazowych plastikowych torebek. Od kilku bowiem lat, o ile idę na zaplanowane zakupy, zawsze mam ze sobą koszyki lub torby wielorazowego użytku. Oczywiście czasami zdarza mi się wrocić do domu obładowana jednorazówkami, ale jest to na tyle sporadyczne, że mam w tym względzie mniejsze poczucie winy.
Nie będę tu przytaczała liczb obrazujących tony i lata rozkładu produkowanych w ten sposób śmieci, ale bardzo zależy mi na tym, by poruszyć ten problem.

Jeszcze kilka lat temu, kiedy szłam z bazaru obładowana koszykami, ludzie przyglądali mi się jak dziwolągowi. Dziś z radością obserwuję, że coraz więcej osób nosi ze sobą zielone eko-torby, koszyki, płócienne worki.

W ubiegłym roku, projektantka torebek, Anja Hindmarch, zaprojektowała bawełnianą torbę z napisem „I’m not a plastic bag” (Nie jestem plastikową torbą), która stała się synonimem mody, a przede wszystkim zwróciła uwagę na problem plastiku zalewającego nas podczas codziennych zakupów.
Torby, sprzedawane początkowo po 5 funtów w brytyjskiej sieci sklepów Sainsbury’s, w kilka godzin zostały całkowicie wykupione i zaczęły osiągać zawrotne ceny (200 funtów) na e-bayu.
Jak zawsze w przypadku jakiegokolwiek szumu medialnego, tak i tym razem, znalazło się wielu krytyków tej kampanii mówiących o tym, że torby zostały wyprodukowane w Chinach, a ich transport do Wielkiej Brytanii zapewne nie przyczynił się do poprawy jakości powietrza na świecie, jednak cel został osiągnięty.
Zresztą, zawsze znajdą się tacy, którzy nic nie robią, a tylko czekają na to, żeby pośmiać się z tych, którzy dla środowiska robią cokolwiek dobrego. Ale co z tego?

Mam nadzieję, że i w Polsce, zanim sięgniemy po kolejną plastikową torebkę, której uszy urwą nam się po pięciu minutach niesienia w niej butelki mleka, pomyślimy o tym, że wszystko to, co robimy dziś, ma wpływ na przyszłe pokolenia: nasze dzieci, wnuki, prawnuki. Na bliskie nam osoby. Że czasem warto zrobić tak niewiele, w mikroskali, by przyczynić się do dbałości o to, by przyroda nie musiała radzić sobie z tonami śmieci, które produkujemy.

Na rynku jest mnóstwo świetnych toreb – z cienkiego i mocnego materiału, które można złożyć, zwinąć, schować do pokrowca. To nieprawda, że idąc do pracy, trzeba nieść ze sobą wielki wiklinowy kosz. Zresztą… wierzę w to, że już niedługo paradowanie z takim koszem będzie supermodne 🙂

Zdjęcia toreb pochodzą ze strony Alter Eco:


16 komentarzy
Poprzedni
Następny