Ryba z 1001 Nocy.

Ryby kupuję w malutkim sklepiku, gdzie sprzedaje pani z mocnym błękitno-czarnym makijażem. Jak wchodzę do sklepu, a ona tubalnym głosem ochrzania przez telefon dostawcę, który czegoś jej nie przywiózł, stoję jak myszka. W tym miejscu można kupić zaledwie kilka rodzajów ryb, ale zawsze bardzo świeżych i smacznych. Dziś pierwszy raz przygotowywałam sandacza. Dotychczas jadłam go głównie w restauracjach. Zawsze smakowało mi białe, sprężyste mięso tej ryby.
W moich kuchennych szufladach wciąż leżą nierozpakowane przyprawy przywiezione ze Wschodu, które aż prosiły się o to, by wreszcie do czegoś je wykorzystać. Zrobiłam więc rybę w towarzystwie kruchych sałat. Lekkie i pożywne danie.

Sandacz

400 g filetów z sandacza
1 łyżeczka curry
1 łyżeczka mielonego kminu indyjskiego
1/2 łyżeczki mielonej kolendry
1/2 łyżeczki ostrej papryki
2 łyżki oliwy z oliwek
2 cm kawałek swieżego imbiru, obrany i starty na drobnej tarce
2 ząbki czosnku drobno pokrojone lub przeciśnięte przez praskę
2 łyżki świeżo wyciśniętej cytryny

olej do smażenia

Wszystkie składniki (oprócz ryby) wymieszać w misce. Rybę posolić i popieprzyć, następnie ułożyć na płaskim naczyniu i posmarować z obu stron masą. Zostawic na 15 minut.
Rozgrzać olej i smażyć filety z każdej strony po ok. 5-7 minut.

Sałata:

1 op. młodych liści szpinaku (lub dowolna sałata)
sos:
5 łyżek oliwy
sok z 1/2 cytryny
sól i pieprz do smaku
1/5 łyżeczki madras curry
garść suszonych moreli drobno pokrojonych
2 łyżki pestek słonecznika uprażonych na suchej patelni

Sos wymieszać w naczyniu.
Na sałacie ułożyć usmażone filety i polać sosem.

Smacznego!

6 komentarzy
Poprzedni
Następny