W krainie pieprzu. Odcinek 3. Fabryka herbaty.

Pokój do testowania herbaty. Czyż nie jest uroczy i klimatyczny?

Postanowiłam wrócić do opowiadania o Sri Lance. Pamięć jest taka zawodna i szybko umykają wspomnienia. Zostają obrazy i zapachy, mgliste i odległe.
Zawsze kiedy jadę do jakiegoś bardzo dalekiego kraju, marzę o tym, by zobaczyć fabryki czekolady, kawy, plantacje roślin, przyprawy w ich naturalnym środowisku. Nigdy nie lubiłam zwiedzać zabytków. Być może jeszcze na to za wcześnie i dojrzeję do tego, by cieszyć się podziwianiem starych budowli. Na razie jednak największą radość sprawia mi odkrywanie świata poprzez spotkania z mieszkańcami, prostymi ludźmi, którzy prawdę mają wypisaną na twarzy. Od wizyty w muzeum wolę wypicie herbaty w domu człowieka, który zaprosił mnie do siebie, bo jest mnie równie ciekawy, jak ja jego.
W Indiach w starym klasztorze jadłam gliniasty chleb popijany słoną herbatą z bawolim mlekiem w towarzystwie prawie stu letniego mnicha, który przyglądał mi się i uśmiechał. Ale z tego spotkania wyniosłam tak wiele.
Ale wracając do tematu.
Na Sri Lance są setki (a może i więcej) fabryk herbaty. Wielkie firmy mają tam swoje plantacje, ale też fabryki produkują herbatę dla różnych dostawców. Pomimo tego, iż byłam w Indiach i zawsze wydawało mi się, iż nie ma bardziej szlachetnej herbaty od pierwszego zbioru Darjeeling, to odkryłam, że Cejlon jest najprawdziwszym rajem dla miłośnika tego trunku.
Również dlatego, że nawet prości ludzie piją herbatę sto razy lepszą od tej, którą przeciętny obywatel Zachodu codziennie wrzuca do kubka i zalewa wrzątkiem.
Przede wszystkim herbata jest świeża, zbierana przez cały rok. Ta, którą my kupowaliśmy, była zapakowana najwyżej dwa miesiące wcześniej. W hotelach i restauracjach podaje sie ją tak jak w Anglii: w czajniczku, z sitkiem, przez które przelewa się ją do filiżanek. Z dodatkową wrzącą wodą, gdyby okazała się za mocna oraz cukrem: trzcinowym, białym i czymś, co nazywaja jaggery – cukrem palmowym, w małych nieregularnych kawałkach. Nie trzeba prosić o dodatkowe mleko czy cytrynę – jest już na tacy. Sposób, w jaki się tam podaje herbatę, oczarował mnie.
Dla kogoś, kto tak jak ja kocha prawdziwa herbatę, zaparzoną nie dłużej niż kilka minut, Cejlon był rajem.

Odwiedziliśmy fabrykę Mackwoods, w Nuwara Eliya, gdzie jest najwiecej plantacji herbacianch.
Została założona w 1841 roku przez brytyjskiego kapitana statku Williama Mackwooda. Dzisiaj plantacje zajmują powierzchnię 27000 akrów, a firma eksportuje również kauczuk, wyroby kokosowe oraz wytwarzane przez siebie farmaceutyki. To ogromne przedsiębiorstwo, w dużej mierze skomputeryzowane i swietnie zorganizowane.
Ale nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie ludzie i ich ręce, które robią wszystko – począwszy od zebrania listków z krzaka po zapakowanie gotowej herbaty do papierowych worków eksportowanych w świat.



W sklepie, który znajduje sie obok fabryki, można kupić zarówno herbaty – tradycyjne i aromatyzowane – cynamonowe, waniliowe, różane i wiele wiele innnych, jak też kupić wszystkie akcesoria potrzebne do parzenia. Łącznie z piękną porcelaną.

Mogłabym tak jeszcze gadać i gadać…

15 komentarzy
Poprzedni
Następny