Physalis. My love.

Pierwszy raz dżem z physalisu jadłam zaledwie kilka tygodni temu, w Baker&Spice, w Londynie.
Był to smak, którego z niczym nie można porównać , przypomina nieco dżem figowy.
Jedząc go, planowałam, iż wiosną posieję w ogrodku physalis, bo to nic innego, jak ulubiona ogródkowa roślina naszych babć i ciotek, znana u nas jako miechunka jadalna .
Założę mini-plantację tego cuda, myślałam. Jakaż była moja radość, kiedy niedługo później, przy okazji zakupów w hipermarkecie zobaczyłam koszyczki z physalisem. Hurrraaa!!! Tym samym postanowiłam zrobić jeden z najdroższych dżemów w mojej dotychczasowej karierze przetwórcy owocowo-warzywnego, ponieważ ten owoc niestety nie należy u nas do najtańszych.
Za pierwszym razem kupiłam 300 g physalisu i zrobiłam z niego jeden słoiczek dżemu. Zagęściłam go agarem i dodałam jedynie cukier.
Ale czegoś mi brakowało, więc wczoraj zrobiłam modyfikację i to było to. Do malutkich owoców, dodałam mandarynki, kawałek ananasa, skórkę pomarańczową i kardamon. Nie chciałam, żeby żaden z dodatków przytłumił smak physalisu, więc dodałam ich tylko odrobinę.
I jeszcze jedna nagroda: obieranie owoców physalisu i zapach, jaki się z nich wtedy wydobywa, jest zmysłowy i przyjemny. Czasami dobrze jest zrobić coś w małej, delikatesowej ilości. Zrobić coś ekstra. Tylko dla siebie.

500 g owoców physalisu
500 g żelującego cukru trzcinowego (użyłam cukru firmy Diamant)
1 łyżka skórki pomarańczowej
1/2 obranego i pokrojonego w kostkę ananasa
3 mandarynki, obrane i podzielone na cząstki
kardamon (opcjonalnie, użyłam w całości 7 zielonych ‚kardamonów’ (jak to nazwać?) z nasionkami w środku)
2 łyżki wody
1/2 wyciśniętej cytryny

Wszystkie składniki wymieszać z cukrem trzcinowym i zostawić na 1 godzinę. Następnie zagotować i gotować 5 minut. Owoce ugnieść lekko tłuczkiem do ziemniaków. Zdjąć z ognia i wlać do słoika.
Smacznego 🙂

10 komentarzy
Poprzedni
Następny