Croissants


Od kiedy mam dziecko, z przyjemnością wracam do lektur swojego dzieciństwa oraz tych, których nie zdążyłam przeczytać, bo zbyt szybko stałam sie dorosła.
Nie wiem, jak to możliwe, ale dopiero teraz odkrywam Astrid Lindgren. Jej książki, jej świat i przygody.
W książce dla dzieci „Przygody Astrid – zanim stała sie Astrid Lindgren” autorstwa Christiny Bjork, znalazłam zdanie „To nie ludzie byli dla Astrid najważniejsi. Była to PRZYRODA”.
„Wciąż czuję zapach i pamiętam urok krzewu dzikiej róży na pastwisku, który po raz pierwszy ukazał mi, czym jest piękno, wciąż słyszę derkacza terkoczącego w życie w letnie wieczory, i pohukiwania sów w lesie w wiosenne noce(…), pamiętam jak pachną króliki i dotyk łapek kurczaczka, gdy bierze się go do ręki zaraz po wykluciu”.
Astrid cały świat książek, które napisała, zbudowała na wspomnieniach własnego dzieciństwa.
I zdałam sobie sprawę z tego, że dzieciństwo jest niewyczerpanym źródłem inspiracji. Zwłaszcza takie, jakie miała pisarka.
Jak już skończę czytać wszystko, co mam na jej temat (a mam tego trochę), obiecuję napisać o świecie Bullerbyn. Przede wszystkim od strony kulinarnej 🙂

A dziś, druga przygoda z ciastem na croissants. Prawdziwe croissants zostały uformowane i upieczone.

Później pokażę, jak łatwo jest zwinąć równy rogalik, bo przyznam z radością, że wreszcie, po stu latach treningów, udało mi się odkryć tajemnicę formowania.

Miłego dnia!

9 komentarzy
Poprzedni
Następny