O piernikach

Pierwsze skojarzenie z piernikami nie jest najprzyjemniejsze.
Widzę pierniczki w kształcie serc, oblane niezbyt smaczną czekoladą. W środku truskawkowe nadzienie. W czasach, kiedy intensywnie pracowałam i nie w głowie mi było zjadanie porządnych śniadań czy obiadów, „pierniczki alpejskie”, bo o nich mowa, stanowiły podstawowe źródło utrzymania mnie przy życiu 😉

Drugie wspomnienie to piernik z Torunia, który przywiózł mi wujek. Piernik był ogromny, przedstawiał jakąś dziwną postać z rowerem, dziś już nie pamiętam, co to dokładnie było. Byłam tak przejęta faktem prawdziwości tego piernika, że miesiącami trzymałam go na półce wśród dziecięcych skarbów. Kiedy próbowałam go zjeść, okazał się niejadalny. Nie wiem, z racji wielomiesięcznego przetrzymywania go wśród książek czy też po prostu nie był przeznaczony do jedzenia – gorzkawy, z razowej mąki. Nie takie rzeczy lubią dzieci 😉

Nie lubię polskich pierniczków, które pieczemy przed świętami. Owszem, sama ulegam temu szaleństwu, ale potem ich nie jem. Słynne pierniczki z książki „W staropolskiej kuchni, przy kuchennym stole”, na które ciasto przygotowuje się miesiąc przed pieczeniem, są ciekawostką i tradycją, ale jakoś nie znajdują potem wielu amatorów w moim domu.
Polskie kruche pierniczki są dla mnie za twarde. Nie to, co słynne Pepparkakory prosto z IKEA! Kruche cienkie i pachnące. Wolę się nie zastanawiać nad tajnikami ich produkcji 😉

Miło mojej miłości do polskich tradycji i naszych ciast, najbardziej lubię miękkie i puszyste pierniki, z dodatkiem melasy lub syropu klonowego. Piernikiem idealnym jest dla mnie Piernik z Yorkshire, który jest kwintesencją aromatycznego ciasta świątecznego. I choć wyznaję zasadę, że ‚życie jest zbyt krótkie, by ciągle piec te same ciasta’, do tego wracam bardzo często. Myślę, że ma wyważony, głęboki smak, jest aromatyczny, wilgotny, nie przeładowany przyprawami czy miodem i… jest tak bardzo angielski, a ja, od kiedy byłam pierwszy raz w Anglii, uległam wielkiej sympatii do ciężkich, wilgotnych angielskich bread cakes, zwłaszcza tych z małych wiejskich Tea Room’ów i sklepów ze zdrową żywnością.

Piernik z Yorkshire
100 g melasy
100 g złotego syropu (golden syrup), ew. można zastąpić syropem klonowym, syropem kukurydzianym lub miodem, choć to nie będzie dokładnie to samo)
100 g masła
100 g jasnego brązowego cukru trzcinowego
150 ml mleka
50 g mąki owsianej (lub drobno zmielne otręby owsiane)
125 g mąki pszennej
1.5 łyżeczki imbiru
2 łyżeczki przyprawy do piernika (używam Kotanyi)
1/2 łyżeczki sody
2 jajka

Nagrzać piekarnik do 170C.
Wyłożyc blaszkę o boku 18cm i głębokości 3,5cm pergaminem, natłuścic go i oprószyć mąką.
W rondelku rozpuscić: melasę, masło, złoty syrop lub syrop kukurydziany, brązowy cukier i mleko.
Odstawić i ostudzić.

Przesiać do miski: makę owsianą, makę, zmielony imbir, mieszankę przypraw do piernika i sodę.
Teraz do wszystkich suchych składników wlać mieszankę mokrych i mieszać.
Ciagle mieszając wbijać pojedynczo jaja i mieszać do czasu uzyskania jednolitej masy.
Przełożyć do blaszki i piec 30 -40 minut do momentu aż drewniany patyczek wbity w ciasto po wyjęciu będzie suchy. Pozostawić ciasto w blaszce na 5 minut, by lekko przestygło. Potem przelozyc
na metalowa podstawke i studzic w pergaminie aby utrzymac wilgotnosc do momentu
podania.
Ciasto najlepiej smakuje następnego dnia po upieczeniu, ale rewelacyjnie sie przechowuje nawet ponad tydzień.
Smacznego!

16 komentarzy
Poprzedni
Następny