Pain d’ Epices

„Niebo było niemal czarne, lecz śnieg lśnił jasnoniebieskim blaskiem w świetle księżyca (…)
Właśnie w miejscu, gdzie dolina wznosiła się łagodnie ku górom, stał dom zasypany śniegiem. Wyglądał bardzo samotnie. Podobny był raczej do dziwacznej zaspy śnieżnej. Tuż obok, między oblodzonymi brzegami, wiła się czarna jak węgiel rzeka. Prąd sprawiał, że nie zamarzała przez całą zimę. Ale na moście nie było żadnych śladów stóp, a i wokół domu zaspy śniegu naniesionego przez wiatr były nietknięte.
Wewnątrz było ciepło i przytulnie. Na dole w piwnicy tliły się wolno na ruszcie całe masy torfu. Księżyc zaglądał w okno, oswietlając białe zimowe pokrowce na meblach i owinięty tiulem kryształowy żyrandol. A w salonie wokół największego kaflowego pieca rodzina Muminków spała długim zimowym snem.” *

Lód na schodach naszego domu, lodowe gwiazdki na szybie samochodu, ogródek pokryty szronem i tylko słońce zwieszone nisko nad Ziemią przypomina o tym, że jeszcze nie zapadliśmy w sen zimowy, jak Muminki, które śpią od października do kwietnia.
Jako dziecko nie cierpiałam Muminków. Bałam się ich. Zwłaszcza Buki Uhhhhuuuuuuu!
W dorosłym życiu przyjrzałam się im bliżej i spodobał mi się ich świat – sympatyczna Mama Muminka, która piecze rogaliki i podaje gorącą kawę podczas powodzi (ach, jak przekonująco paruje ta kawa!) Tatuś Muminka, lekko zwariowany i spacerujący jakby pół stopy nad Ziemią. Ciekawe, czy w końcu udało mu się skończyć pisanie powieści?
Najbardziej ze wszystkich lubię Małą Mi, która wszystkich poucza, marszczy czoło i zawsze wszędzie jest pierwsza.
Ale dzisiaj nie o Małej Mi.
Pamiętacie Zimę Muminków, kiedy to niespodziewanie Muminek obudził się z zimowego snu i postanowił wybrać się na małą przechadzkę? Na stole w pokoju stała waza z igliwiem, które jedzą Muminki, a dookoła łóżek pełno było przedmiotów, które przydadzą się trolom wiosną, kiedy już się obudzą. Tego dnia Muminek przeżył wiele przygód, zanim na dobre nie wrócił do zimowego snu. Zastanawiam się, czy by się ucieszył, gdyby na stole znalazł piernik, który dziś upiekłam. Piernik, który prawie nie jest słodki, raczej chlebowy, świetny do powideł śliwkowych albo dżemu wyjadanego wprost ze słoika.

Pain d’Epices

3/4 szkl miodu
1/2 szkl wody
1/2 szkl drobnego cukru

2 łyżeczki mielonych nasion anyżu
2 łyżki ciemnego rumu
2 łyżeczki cynamonu
1/2 łyżeczki mielonych goździków
1/4 łyżeczki soli

1,5 szkl mąki żytniej
1 szkl mąki pszennej
1 łyżeczka sody
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

2/3 szkl zmielonych migdałów
1/2 szkl drobno posiekanej kandyzowanej skórki pomarańczowej

Piekarnik nastawić na temp. 175 st C.
Keksówkę o długości 20 cm wysmarować masłem.

Miód, wodę i cukier zagotować w garnuszku. Dodać przyprawy i sól.

W misce wymieszać mąki, proszek i sodę. Powoli wlewać ciepły miód z przyprawami, miksować lub wymieszać łyżką. Dodać mielone migdały i skórkę pomarańczową.

Masę przelać do keksówki. Wstawić do piekarnika i piec 40 minut.
Smacznego!

* /Tove Jansson „Zima Muminków”, tłum. Irena Szuch-Wyszomirska/

8 komentarzy
Poprzedni
Następny