Bułeczki z karmelizowaną cebulą.

Z cyklu: wspomnienie lata.
W ubiegłym roku pojechałam na wakacje do Toskanii zaopatrzona w książki kucharskie. Chciałam sprawdzić, jak smakują potrawy włoskie ugotowane ze składników kupionych we Włoszech.
Zabrałam ze sobą książki Ursuli Ferrigno. Robiłam Caponatę, gotowałam dziesiątki odmian strączkowych. Ośmielona starym piekarnikiem w naszym małym mieszkanku, postanowiłam upiec chleb. Zwykłą pszenną bułę na drożdżach. Później kupiłam książkę o pizzy i włoskim pieczywie i modyfikując kilka przepisów upiekłam bułeczki z karmelizowaną cebulą i rozmarynem, którego krzaki oplatały ogródek jak wysoki żywopłot.
Były pyszne. Potem piekłam je kilkakrotnie w domu, ale, mimo że podobnie, nie smakowały już tak samo.
Moimi pamiątkami z tamtej podróży były dwa pięciokilogramowe wory mąki i niezliczone torebki z makaronami i fasolą. Ciekawe, co myśleli sprzedawcy, kiedy pakowałam do toreb te składniki pierwszej potrzeby…

7 komentarzy
Poprzedni
Następny