Książki

Ten temat musiał się kiedyś pojawić…

Kocham książki kucharskie. Moje pierwsze wspomnienie dzieciństwa wiąże się zawsze z przeglądaniem jakiejś starej książki albo kajetu z przepisami mojej Babci. Stary zeszyt przesiąkniety tłuszczem, zaplamiony, pachnący wnętrzem kremowego kredensu, w którym Ona trzymała słoik miodu wielokwiatowego, kosmetyczkę z okularami do czytania i chleb. Zeszyt leżał obok kalendarzyka ze świętami kościelnymi i solenizantami o imionach tak niespotykanych, iż lubiłam się w nie zagłębiać wyobrażając sobie, jak wygląda Bożymił czy Zenobiusz.
Babcia najczęściej korzystała ze Swojej pamięci, pojemnej i nieogarnionej, a książki z przepisami, które ktoś Jej podarował, spoczywały nieużywane w słupku kuchennym, obok syfonu na metalowe, zimne naboje. I kiedy Ona smażyła dla mnie pyzy z mięsem, ja przeglądałam receptury, zachwycajac się wspaniałymi zdjęciami (tak mi się wtedy wydawało 😉 i niesamowitą scenografią.
Pierwsza książka, z której korzystałam, znaleziona na strychu, o znamiennm tytule: Technologia Gastronomiczna, nauczyła mnie smażyć naleśniki, kiedy w wieku dziesięciu lat stałam szczęśliwa nad patelnią.
Druga i najważniejsza, ktorą mam do dzisiaj, z sentmentem trzymając pod poduszką, to Dobra Kuchnia, wydana na początku lat siedemdziesiątych, dziś prawie w rozsypce. Powinna zapewne trafić do introligatora, ale kocham ją taką, jaka jest, niosąca na swoich kartkach ślady historii, pamięć o moich małych dłoniach, które z taką sympatią do niej sięgały.
Kupując książkę, przynoszę do domu radość dla ducha. Książki kucharskie czytam jak powieści, potrafię długo zachwycac się opisami dań i zdjęciami. I choć wiele razy próbowałam rozstac się z częścią starych nabytków, nie potrafię. Wszystkie są mi w jakiś sposób bliskie, dobrze pamiętam, kiedy którą z nich kupowałam i co wtedy czułam.
Mam kilka starych, przedwojennych książek, choć szczerze przyznam, że rzadko z nich korzystam. Lubię je mieć zastanawiając się, do kogo kiedyś należały i jaką drogę przebyły, zanim trafiły do mojego domu. Jedzenie i celebrowanie go to jedna z najpiękniejszych rzeczy w życiu. W moich książkach zostawiam notatki. Może kiedyś moje wnuki bedą z nich korzystać? A może nie… Któż to wie.

4 komentarze
Poprzedni
Następny